Ogłoszenia duszpasterskie dodane: 19.12.2009
Szukaj
Statystyki
Ilość wpisów
w księdze gości:
206
ostatni wpisany:
2010-01-12 00:29:42
Ilość wiadomości (newsów):
80
ostatni wpisany:
2009-12-25 14:33:24
Ilość stron w serwisie:
107
Ostatnia umieszczona:
Kolęda
dodana: 25.12.2009
Czysta gra zawsze się opłaca!
Chłopaki spod znaku świętego Michała Archanioła stali się wizytówką VI Olimpiady Sportowej im. bp. Jana Chrapka. Pośród ponad 100 młodzieńców ubiegających się o miano najlepszych piłkarzy znalazła sie także grupka młodych Aniołów z Torunia. Chłopcy bojowi, wierni piłce nożnej i Bogu, gdyż zdumiewająco wierzący. Pragnę zatrzymać się nieco dłużej nad postaciami 8 anielskich dusz naszej parafii, w żyłach których tętni krew kipiąca walecznością i sportową namiętnością. Dlaczego? Bo zdecydowanie turniej ten należał do nich, a raczej oni nadali mu niebiańskiej światłości, rozrywając ciasne bariery niezdrowej rywalizacji i chorych ambicji. Dlaczego tak chcę opisać chłopaków? Bo potwierdza się powiedzenie “cudze chwalicie, swego nie znacie”. Jeśli ktokolwiek ma jakieś obiekcje co do solidności i uczciwości ministrantów z toruńskiej parafii pod wezwaniem św. Michała, to chyba nigdy nie był w kościele parafialnym na Mszy św., a już na pewno nigdy nie dopingował ziomali na boisku piłkarskim. Czy jednak ktokolwiek ośmieliłby się krytykować osiągnięcia naszych chłopaków? Chyba tylko kpiarz albo głupiec. Ale z takimi nie nawiązuje się dialogu, a tylko daje sie im największe świadectwo dojrzałości – tj. moralne życie i postawę wierzącego chrześcijanina.
Jak mógłbym określić postawę drużyny “Anioły Toruń”, których miałem zaszczyt być opiekunem? Nie inaczej, jak tylko anielską! Świadczy o tym nagroda “fair play”, która spośród 16 drużyn biorących udział w Turnieju, bezdyskusyjnie została przyznana naszym chłopakom! Anioły były również najmocniejszymi pretendentami do tytułu najpracowitszego i najbardziej bezinteresownego teamu całej imprezy. Można by śmiało skończyć z dumą na tych wspaniałych wyróżnieniach, jednak to nie wszystko, co ministranci przywieźli ze sobą z Górek do Torunia. Urzekająca gra nie ograniczała się do efektywności napastników i pomocników, ale również obrońcy popisali się kunsztem precyzji i niezawodności.
Tak też trzeba powiedzieć o naszym bramkarzu Darku Szczypiorskim, niezwykle szybkim w reagowaniu na każde natarcie przeciwnika. Szczypior nie puścił ani jednej “przypadkowej” bramy. Nasz kapitan © walczył na budzie jak wygłodniały wilk morski. Dlatego bezsprzecznie została mu przyznana nagroda dla najlepszego bramkarza turnieju. W obronie wspomagał go Mateusz Matecki – potężna kolumna drużyny, której nie ruszył nawet najcięższy zawodnik przeciwnika. Z Mateuszem skutecznie współpracował w obronie Łukasz Olkiewicz – człowiek mur, którego bez bolesnych konsekwencji nie przeszedł ani jeden zawodnik turnieju. To naprawdę chłopak niesamowitego zaangażowania i poświęcenia. Widziałem go nie tylko w obronie, ale również w pomocy – nie zabrakło go nigdy, kiedy był potrzebny. Był snajperem drużyny, strzelał bowiem z rzutów rożnych i z połowy boiska – niesamowite! Duża skromność i pokora wyróżniała tych dwóch obrońców. Na ogromną pochwałę zasłużyła również ofensywa. Przemek Szczypiorski, młodszy brat kapitana Aniołów znalazł się zawsze pod bramką przeciwnika, pewnie wykorzystując licznie nadarzające się sytuacje. Pomimo tego, iż był jednym z najniższych zawodników turnieju (ze względu na swój młody wiek), potrafił zaskoczyć niejednego bramkarza, zdobywając punkty dla Torunia. Trzeba przyznać, że był pracusiem, który często “robił za dwóch”. Będą z niego ludzie! Jego młodszy o rok kolega Mateusz Kasprzyk, to złoty chłopak, który fundował drużynie mocną zmianę... dosłownie wchodził i strzelał! Nieśmiało odpowiadał mi, że nie jest skory do wejścia na boisko, bo “koledzy dobrze sobie radzą”, ale jak tylko wpychaliśmy go na trawę, on robił swoje ponad normę. Atut drużyny i mocny akcent gry to dwóch napastników, którzy szli “łeb w łeb”, nie odpuszczając ani razu dobrze wyprowadzonej piłce. L & L (czyli Loczek i Limo) w natarciu. Każdy zespół marzy o takim ataku, a kibicujące dziewczyny ... nie mogły wyjść z podziwu. Obydwaj szli jak przecinaki, miażdżąc defensywę przeciwnika. Kuba Frąckiewicz (Loczek) był szybki i zwinny jak iskra, zaś Damian Rumiński (Limo) - precyzyjny i zimny perfekcjonista dryblingu. Obydwaj pretendowali do miana najlepszego strzelca. Osnową, a raczej wspaniałą aurą przyjaźni i wsparcia otaczał zespół Damian Ordon – “stożkowaty” człowiek widmo. Nazwany tak, gdyż bez przerwy był z drużyną na boisku, chociaż jakby niewidzialny w grze, a jednak w pełni zaangażowany w akcję. Był niepokonany na boisku (oczywiście FIFY 2007).
Czasem chłopakom puściły nerwy, czasem zdarzyło się pudło, ale gra jest jak życie, raz trafiasz i jesteś na szczycie, a innym razem musisz zadowolić się dalszym miejscem. Jednak to, czego potrafi nauczyć Michalicka Olimpiada sportowa, to nie tylko przegrywanie... Ale to przede wszystkim prawda o każdym z nas, o naszym życiu, o naszych talentach i wadach, o wewnętrznym dobru i złu.
ks. Maciej Ciamaga

2008-05-19 22:36:25